link
facebook login BAYADERKA

piątek, 5 lutego 2016

Chlebek Hokkaido. O pieknej larwie i marzeniach.


Trze­ba umieć wal­czyć o swo­je marze­nia, ale trze­ba też wie­dzieć, które dro­gi są nie do 
prze­bycia i zacho­wać siły na przejście in­ny­mi ścieżkami. /P. Coehlo/

Jedna z dziewczynek, ktora chorowala przez caly tydzien, napisala do mnie e-maila ubieglej nocy. Chciala sie podzielic tym, czym zajmowala sie w domu. A byla to brzydka, owlosiona larwa, poniekad znaleziona przej jej ojca. Dziewczynka ta przez kilka dni z rzedu opiekowala sie larwa I bacznie ja obserwowala, zastanawiajac sie co z niej wyrosnie. Kazdego dnia fotografowala stworzenie. Nadala mu nawet imie. Ktoregos dnia zauwazyla ze larwy juz nie ma a pojawila sie piekna (wg niej) cma.

Czytalam jej raport-opowiesc w nocy kilka razy. Bylo w nim duzo wykrzyknikow, duzo entuzjazmu I radosci bilo z tego, co napisala. Odpowiedzialam jej okolo polnocy, dziekujac za to, ze tak troskliwie zajela sie larwa. Obiecalam jej tez ze pokaze zdjecia larwy i cmy innym dzieciom.

Ciekawe jest to, ze dzieci nie boja sie marzyc ani odkrywac. Podniosa kamyk- nawet ten najbrzydszy i nieksztaltny i wpadaja w zachwyt. W pokoju dziewczynek mam kilka sloikow z muszelkami i kamykami, ktorych nie wolno nikomu wyrzucac. Sa cenne, potrzebne, wyjatkowe.
Zastanawialam sie kilka dni temu, jeszcze przed e-mailem od E. jak to mozliwe, ze niektorzy dorosli rezygnuja z marzen, nie zadaja pytan, zwlaszcza w okolicznosciach, kiedy pytania sa najbardziej wskazane. Czy to strach przed porazka zatrzymuje nasze dzialania? Dziecko bedzie bieglo i wejdzie na najwyzsze drzewo, bo nie wie jak wielki moze byc bol upadku. My dorosli boimy sie bolu i przegranych. I mimo ze dobrze wiemy ze w rzeczywistosci nie ma drog prostych, wolimy czasem zrezygnowac, nie probowac.
Trzeba umiec walczyc o swoje marzenia...Tak, trzeba tez umiec wiedziec jak je osiagnac nie raniac innych ludzi, nie ujmujac im. Doroslosc to sztuka. Umiejetnie przezyte zycie to arcydzielo.




Japoński chleb mleczny Hokkaido


na water roux:

50 g mąki pszennej chlebowej

220 ml mleka pełnotłustego

na rozczyn:

20 g świeżych drożdży

15 cukru

100 g mąki pszennej chlebowej

100 ml mleka

na ciasto właściwe:

cały water roux

cały rozczyn

2 średnie jajka

180 ml słodkiej śmietany kremowej

470 g mąki pszennej chlebowej

40 g cukru
dodatkowo:
rozkłócone jajko
Przygotowujemy water roux. Do garnka wsypujemy mąkę i zalewamy woda. Garnek umieszczamy nad średnim płomieniem i cały czas mieszając, podgrzewamy składniki aż się połączą i utworzą budyń. Zestawiamy garnek z ognia do przestudzenia.
Przygotowujemy rozczyn. Drożdże kruszymy nad miseczką, zasypujemy cukrem i odstawiamy do spienienia na około 10 minut. Spienione drożdże łączymy z mąką i przestudzoną wodą tak, aby utworzył się rozczyn o konsystencji kwaśnej śmietany. Nakrywamy miseczkę z rozczynem czystą i suchą ściereczką i odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na około kwadrans aż drożdże zaczną pracować.
Do misy miksera wlewamy pracujący rozczyn, przestudzone całkowicie water roux, wbijamy jajka, wlewamy śmietankę, wsypujemy cukier i mieszamy aż składniki się połączą. Wsypujemy stopniowo mąkę i wyrabiamy ciasto aż będzie spójne i elastyczne. Miskę z ciastem nakrywamy czystą ściereczką i odstawiamy do wyrastania na około 45-60 minut.
Jak tylko ciasto podwoi swą objętość, wykładamy je na stolnicę podsypaną niewielką ilością mąki. Ciasto rozciągamy, składamy i rozwałkowujemy. Jeżeli nie będzie chciało odejść od stolnicy, tę podsypujemy mąką. Następnie ciasto dzielimy na cztery równe części. Każdą część rozwałkowujemy na podłużny prostokąt, składamy do wewnątrz tak, aby otrzymać wałeczek z ciasta. Razem powinniśmy otrzymać cztery wałeczki drożdżowe, które wykładamy do podłużnej foremki, tzw. keksówki, zostawiając odstępy. Smarujemy chlebek rozkłóconym jajkiem, odstawiamy do napuszenia na około 30 minut i pieczemy w temperaturze 190 stopni przez około 35-40 minut do tzw. suchego patyczka. Po upieczeniu chlebek studzimy w foremce na kratce kuchennej.
 

 

czwartek, 28 stycznia 2016

Salatka na depresje ;)

Salatka pozytywna bo pelna kolorow i wartosci odzywczej.
Nie, to nie salatka-cud, ktora umierajacego postawi na nogi, ale osobiscie uwazam, ze im bardziej kolorowe jest nasze jedzenie, tym lepsze nasze samopoczucie.
Juz tutaj (klik) wspominalam ze ogarnelo mnie ostatnio male szalenstwo na temat clean eating i mimo ze calkowicie sie (jeszcze) nie wystrzeglam niezdrowego jedzenia, to jestem na najlepszego drodze do tego :-). To juz trzeci tydzien, od kiedy codziennie pijemy z dziewczynkami zielone smoothie, w skladzie ktorego zwykle kroluje szpinak albo jarmuz, do tego banan, ananasy i nasiona chia. To taka alternatywa do ciasta na podwieczorek. Byc moze zielone smoothie nie przemawiaja do kazdego i jest tak jak najbardziej zrozumiale, ale mysle ze to jest tak naprawde kwestia przyzwyczajenia i motywacji, na ktorej brak nie moge narzekac :-)
Jemy tez salatki z dodatkiem pieczonego (a nie smazonego) miesa. Dzisiaj mam dla Was salatke lekko i nieco slodka, ale bardzo, bardzo smaczna.






Salatka pozytywna
dla jednej osoby

1 plaster sera halloumi
4 plasterki jedrnego awokado
50 g salaty albo szpinaku
5 lyzek ziarenek owocu granatu
jeden caly owoc persymony
odrobina swiezego pieprzu
lyzeczka miodu
lyzeczka dobrego octu winnego

Persymone myjemy i obcinamy lodyzke, kroimy nastepnie na osemki, wrzucamy do czystego naczynia.
Salate/ szpinak oplukujemy letnia woda i suszymy na czystym lnianym reczniczku.
Ziarenka granatu wrzucamy do naczynia.
Na rozgrzana patelnie wrzucamy plaster sera i smazymy z obu stron bardzo krotko tylko do zarumienienia.
Przygotowujemy sos. Laczymy miod, pieprz i ocet energicznie mieszajac widelcem. Wlewamy do naczynia, do tego dodajemy salate/szpinak. Calosc delikatnie mieszamy. Wykladamy na talerz i na wierzchu kladziemy cieply ser. Podajemy natychmiast po przygotowaniu.

                                                                           :)

niedziela, 24 stycznia 2016

Milkshake z cherimoya. Notatki z codziennosci.



- Pokazesz paluszkiem samolot, Piotrusiu? Popatrz sloneczko, stoi juz tam, za oknem.
- Daj mu spokoj. Pewnie jest zmeczony i ma dosyc. A tak w ogole to gdzie jest ta nasza kolejka dla osob z pierwszenstwem? 

Siedzialam na lawce i czytajac jeden z magazynow, przysluchiwalam sie biernie rozmowom podrozujacych par i rodzin z dziecmi.Kiedy tylko na zegarze pojawila sie godzina dziesiata, przed drzwiami wyjsciowymi na plac zgromadzila sie pospiesznie dluga kolejka, tak dluga, ze konca jej nie bylo widac. Ludzie szli zgodnie w jednym kierunku i tak jedni mniej, drudzy z wieksza cierpliwoscia wstepowali w szereg. Wszystkich laczyl jeden cel- wrocic bezpiecznie do domu. Panowala stosunkowa cisza i skupienie.

W ten weekend mialam szanse zobaczyc sie z najblizszymi. Byl to dosyc spontaniczny wyjazd- w Polsce spedzilam doslownie dwadziescia cztery godziny. Prosto z lotniska pojechalam do szpitala, gdzie przebywa od pewnego czasu moja Babcia. Kiedy weszlam na sale i ja zobaczylam, zaciskalam usta, aby nie plakac. Patrzylam na nia i chyba wczoraj mnie uderzyla ta swiadomosc, ze nic ani nikt nie jest nam dane na zawsze. Babcia okazywala otwarcie swa radosc ze spotkania a ja modlilam sie zeby to nie bylo nasze ostatnie spotkanie. Wsiadalam w samolot rano, a juz w drodze z lotniska do domu przysypialam z braku sil i chyba ogolnego oslabienia. 

 Jesli nie masz celu w zyciu, to zyjesz jak nienormalny * 
Takie zdanie pada w jednym ze spektakli teatralnych z Karolina Gruszka w roli glownej.
Cel to duze slowo. Jego znaczenie jest pojemne. A mimo to w zacytowanych slowa - sama prawda. Patrzylam wczoraj na Babcie i to, co widzialam bylo czyms pieknym i nieocenionym. Mimo pomarszczonych i opuchnietych od strzykawek dloni od tej kobiety bilo piekno i sama madrosc. Babcia zawsze miala cel w zyciu. 
Jesli nie masz celu w zyciu, to ona traci swe znaczenie. Bo tak naprawde zycie, ktore byc moze wydaje sie wielu byc tak skomplikowane, sprowadza sie do kilku nieprzemijajacych wartosci. A zycie jest tylko jedno. W ten mijajacy weekend nauczylam sie wiele. Znajomy zapytal: czego? 
-Wszystkiego po trochu. Zycia przede wszystkim i braku sensu bezcelowosci. 


* cytat pochodzi z sztuki teatralnej zatytulowanej '' Nieznosnie dlugie objecia''. 



                                                                  

Milkshake z cherimoya* 
skladniki na okolo 3 porcje 

400 ml smietanki kokosowej 
3-4 jablka budyniowe (cherimoya) 
lyzka miodu, opcjonalnie 

Dojrzale jablka budyniowe nalezy obrac albo bardzo miekki miazsz wydrazyc i umiescic w wysokim naczyniu. Zalac smietanka i zmiksowac wszystko za pomoca blendera-zyrafy. Podawac natychmiast po przygotowaniu. 

* cherimoya to bardzo ciekawy owoc, ktory ma aksamitna ale niejadalna skorke. Cherimoye mozna nabyc w wiekszych sklepach w okresie przedwiosnia. 




czwartek, 21 stycznia 2016

Jaglanka na mleku sojowym.

 
Mam ostatnio mala obsesje na temat clean eating. Mysle ze wreszcie doroslam do tego, aby jesc zdrowiej. Zywie tez nadzieje, ze ta fascynacja tym, co zdrowe, nie przejdzie mi ot tak. Ale to tak naprawde temat na osobny post.
Mimo ze nie jadam typowych sniadan, to dziewczynki uwielbiaja jaglanke przygotowana z przepisu ponizej. Przepis jest bardzo prosty a jaglanka - uzalezniajaca.
 
 
Jaglanka na mleku sojowym
na 2-3 porcje sredniej wielkosci
 
1,5 szklanki platkow jaglanych
2,5 szklanki mleka sojowego
lyzeczka masla kokosowego
niewielka szczypta soli
miod, do doslodzenia
2 banany sredniej wielkosci
owoc granatu, sredniej wielkosci
 
Przygotowanie:
 
W niewielkim garnku zagotowujemy mleko. Do mleka wsypujemy platki, dodajemy maslo kokosowe, niewielka szczypte soli i gotujemy wg zalecen producenta (w moim przypadku byly to 3 minuty).
Gotowa, kremowa jaglanke przelewamy do naczynia/ naczyn. Wykladamy na wierzch pokrojonego w plasterki banana i pestki granatu. Podajemy  polane miodem.
 
 
 
 
 
 
 

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Bardzo przytulone buleczki pomaranczowe z makiem


Delikatne bulki domowe na drozdzach. Buleczki te sa najlepsze na sniadanie. Maja delikatny smak pomaranczowy. Mozna je posypac je makiem lub sezamem.



Przytulone bułeczki pomarańczowe z makiem

składniki na około 20 bułeczek:

na rozczyn
 
5 g św. drożdży
10 g cukru
60 g mąki pszennej chlebowej
70 ml mleka przegotowanego i przestudzonego
ciasto właściwe:
cały rozczyn
50 g cukru
łyżka dobrego likieru pomarańczowego, np. Cointreaux
450 g mąki pszennej
2 duże jajka
50 g masła dobrego
210 ml mleka przegotowanego i przestudzonego
2 łyżki sypkiego niebieskiego maku
dodatkowo:
rozkłócone jajko + łyżka mleka
Przygotowujemy rozczyn. Drożdże kruszymy nad miseczką, zasypujemy cukrem i odstawiamy do spienienia na około 10 minut. Spienione drożdże łączymy z mąką i przestudzonym mlekiem tak, aby utworzył się rozczyn o konsystencji kwaśnej śmietany. Nakrywamy miseczkę z rozczynem czystą i suchą ściereczką odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na około kwadrans aż drożdże zaczną pracować.
 
Do misy miksera wlewamy pracujący rozczyn, wbijamy jajka, wsypujemy cukier i mieszamy. Dodajemy stopniowo mąkę, około 30 g na raz,  i wyrabiamy ciasto mikserem około 7 minut albo ręcznie około 10-12 minut aż ciasto będzie elastyczne i w miarę gładkie. Dodajemy masło, mak, Cointreau  i ponownie wyrabiamy około 2 minut mikserem albo około 4 minut ręcznie. Ciasto na tym etapie jest elastyczne, lśniące i nie ma w nim grudek mąki. Wkładamy ciasto do misy lekko natłuszczonej, nakrywamy czystą i suchą ściereczką i odstawiamy do wyrastania na około 45- 60 minut aż podwoi swą objętość. W wyrośnięte ciasto wbijamy pięść. Wykładamy je na stolnicę lekko podsypaną mąką i wyrabiamy: rozciągamy, składamy, rozwałkowujemy i tak powtarzamy tę serię czynności około trzy razy. Następnie dzielimy na 20 równych części. Z każdej części formujemy bułeczkę. Okrągłą formę do pieczenia natłuszczamy i wysypujemy jedną łyżką bułki tartej. Uformowane bułeczki  wykładamy na formę, zostawiając niewielkie odstępy. Smarujemy jajkiem rozkłóconym z mlekiem, wierczh posypujemy makiem. Odstawiamy formę z bułkami do napuszenia na 25 minut w ciepłe i nieprzewiewne miejsce. Piekarnik nagrzewamy do 210 stopni Celsjusza. Bułki pieczemy około 15 minut w 210 st. Celsjusza aż nabiorą złotobrązowego koloru. Formę z bułkami wyjmujemy i studzimy na kratce kuchennej. Bułki smakują najlepiej po upieczeniu z miodem i kubkiem ciepłego mleka.
 
 






 

sobota, 16 stycznia 2016

O Wilku Stepowym i bambas z Barcelony


Kiedys w klasie maturalnej kolega pozyczyl mi ksiazke. Pamietam do dzis te szara, monotonna okladke, na ktorej jedyne co widnialo to tytul i nazwisko autora. Wilk Stepowy Hermann Hesse. Kolega ow, tak wtracajac, byl raczej osoba malomowna i skryta, stronil od ludzi, i naprawde chodzil wlasnymi sciezkami. Zadziwiajaco pozniej  nigdy go juz wiecej nie spotkalam.



Historie czlowieka o imieniu Harry przeczytalam w jeden wieczor. A pozniej tylko do niej wracalam. Harry to mezczyzna, ktorego zagmatwana i niezwykle wrazliwa osobowosc uniemozliwia mu radosc z rzeczy codziennych. Przyznaje, ze pamietam swa osobista fascynacje Harrym, ktory ma ''tysiace dusz'' i jest gleboko nieszczesliwym, rozbitym i samotnym czlowiekiem. Wracalam do tej lektury, w ktorej on kiedys kochal, ale miloscia nieszczesliwa i tak zycie mijalo mu na rozmyslaniach nad zyciem i poszukiwaniu siebie samego. Staralam sie szukac odpowiedzi na to co tak naprawde staral sie przekazac Hesse. Czy samotnym wilkiem stepowym byl tylko Harry? Na ile mozliwe jest ze kazdy z nas nosi wilka stepowego? Jak pozbierac sie w chwili, kiedy dopadaja nas najciezsze doswiadczenia?

Wiem, ze sa pytania, na ktore nie ma odpowiedzi prostych. Sa tez odpowiedzi, ktore prowadza do dalszych pytan. Przez zycie trzeba isc swiadomie, ale czasem samo myslenie nie zmienia nic. Harry nie byl szczesliwy, nie umial sie odnalezc, gardzil tym, co otaczalo go na co dzien. Mysli glebokie sa zupelnie naturalne i powinny uderzac w nas zwlaszcza w chwilach, kiedy potrzeba po prostu cos zmienic, albo poukladac, bo byc moze zostalo zburzone. Byc moze prawda jest ze kazdy czlowiek nosi w sobie zalazek wilka stepowego - zblakanego zwierzecia, niepotrafiacego odnalezc sie w terazniejszosci...




                                                                                ***

Jakis czas temu natchnelo mnie cos, aby zaznajomic sie glebiej z kultura kulinarna Hiszpanii. Nie powiem, ze przez przypadek, bo jeszcze pol roku temu na mojej liscie miejsc do zwiedzenia, Barcelona widnialaby pod numerem 1. I tak moje poszukiwania miedzy malowniczymi zdjeciami miast hiszpanskich a smakowitymi ujeciami paelli i innych dan, naprowadzily mnie na te bulki drozdzowe znane w Hiszpanii jako bambas. Pewnie wiekszosc z Was wie jak bardzo lubie ciasta drozdzowe- praca z nim, czy to w formie slodkiej, czy wytrawnej, to dla mnie wielka przyjemnosc.
Zatem jak tylko w rece wpadl mi przepis, wzielam sie za pieczenie. Zrobilam, zasmakowalam, upieklam jeszcze raz, tym razem modyfikujac recepture. Bulki warte polecenia zwlaszcza jezeli lubicie polaczenie miekkiego ciasta drozdzowego z smietanka i czekolada.




Bambas, bułki hiszpańskie

składniki na 10-12 niewielkich bułeczek

na rozczyn:

20 g świeżych drożdży

2 łyżki cukru

60 g mąki
 
80 ml wody
 
na ciasto właściwe:
35 g masła
440 g mąki pszennej chlebowej
110 g cukru waniliowego
160 ml mleka ciepłego
łyżeczka ekstraktu waniliowego lub pasty  
4 żółtka
na nadzienie:
300 ml słodkiej śmietanki kremowej
2 łyżki cukru pudru
 
na polewę czekoladową:  
140 g dobrej czekolady
50 ml śmietanki kremowej
pistacje i orzechy włoskie posiekane, do posypania
 
dodatkowo:
rozkłócone jajko   
bułki piec 15 minut
wcześniej posmarować rozkłóconym jajkiem


 
Drożdże świeże kruszymy nad miseczką średniej wielkości, zasypujemy cukrem i odstawiamy na około 10 minut aż się zaczną pienić. Do spienionych drożdży wsypujemy mąkę, wlewamy wodę i mieszamy łyżką aż uzyskamy rozczyn o konsystencji gęstej kwaśnej śmietany. Nakrywamy czystą szmatką i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe i nieprzewiewne miejsce na około kwadrans. Po tym czasie rozczyn powinien zacząć pracować.
Do misy miksera dodajemy cały rozczyn, żółtka, wlewamy mleko i wsypujemy około 100 g mąki. Miksujemy na początku na wolnym obrotach. Jak tylko składniki się połączą, zwiększamy obroty i miksujemy przez 2 minuty. Wsypujemy powoli cukier, resztę mąki i wyrabiamy ciasto aż będzie gładkie, elastyczne i miękkie, około 6 minut mikserem a około 10 minut- ręką. Pod koniec wyrabiania dodajemy masło i nadal wyrabiamy ciasto do całkowitego połączenia. Ciasto formujemy w kulę, wkładamy do misy lekko natłuszczonej. Tę nakrywamy czystą i suchą szmatką i odstawiamy ciasto do wyrastania na 45-60 minut. Jak tylko podwoi objętość wykładamy je na stolnicę podsypaną niewielką ilością mąki. Wbijamy w  nie pięść, rozciągamy, składamy, rozwałkowujemy a następnie dzielimy na 10-12 równych części.
Z każdej części formujemy bułkę. Wykładamy bułki na blaszkę, zostawiając odstępy około 2-3 cm. Smarujemy rozkłóconym jajkiem i zostawiamy do napuszenia na 25 minut. Pieczemy bułki na środkowym poziomie piekarnika nagrzanego do 190 stopni przez około 15-18 minut aż nabiorą złotobrązowego koloru. Studzimy i po przestudzeniu przekrawamy na pół.
Do czystej misy miksera wlewamy słodką śmietankę. Ubijamy na sztywno, dodając w międzyczasie cukier. Czekoladę połamaną w kosteczkę łaczymy ze śmietanką i rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
Na każdą dolną połówkę bułki nakładamy odrobinę masy śmietanową i nakrywamy drugą połówką. Dekorujemy z wierzchu gestą polewą czekoladową i posypujemy posiekanymi pistacjami.
 
 



 
 

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Followers